Jak zarabiać, czyli czy muszę mieć działalność?

Zakladac Dzialalnosc czy nie zakladac?Czy musisz mieć działalność gospodarczą?

/wpis przeniesiony z poprzedniej wersji strony/

Oczywiście że nie.
Mimo że uważam prowadzenie własnej działalności za dobry wybór, nie zamierzam cię nawet do tego namawiać. Działalność gospodarcza nie jest ani jedynym, ani zawsze najlepszym sposobem na zarabianie. Nie ma jednej, uniwersalnej i najlepszej prawdy w tym temacie.

Często spotykam się z pytaniem studentów o to, czy możliwe jest prowadzenie sobie małej działalności „na próbę”, jak np. w Wielkiej Brytanii. Mniej więcej dwa lata temu, gdzieś blisko polskich wyborów parlamentarnych, pojawiła się taka propozycja, aby przyjąć liberalne rozwiązanie, polegające na sprawdzeniu, czy działalność ma szansę przetrwać. Przez pewien okres lub do określonej wartości obrotu, firma mogłaby być prowadzona „w zeszycie”, bez dokonywania formalnych zgłoszeń. Dyskusje te przetrwały w świadomości studentów do dzisiaj. To rozwiązanie, uprzedzę pytania, nie istnieje!

Kiedy musisz założyć działalność?

Albo może lepiej zapytam: skąd masz wiedzieć, że już prowadzisz działalność gospodarczą?

Co mówią przepisy i gdzie tego szukać?

Definicję działalności znajdziesz w artykule drugim ustawy o swobodzie działalności gospodarczej:

Działalnością gospodarczą jest zarobkowa działalność wytwórcza, budowlana, handlowa, usługowa oraz poszukiwanie, rozpoznawanie i wydobywanie kopalin ze złóż, a także działalność zawodowa, wykonywana w sposób zorganizowany i ciągły. *

W kolejnym artykule tej samej ustawy znajdziesz wykluczenia, m.in. przepisów ustawy o swobodzie działalności nie stosuje się do:

działalności wytwórczej w rolnictwie w zakresie upraw rolnych oraz chowu i hodowli zwierząt, ogrodnictwa, warzywnictwa, leśnictwa i rybactwa śródlądowego, wynajmowania przez rolników pokoi, sprzedaży posiłków domowych i świadczenia w gospodarstwach rolnych innych usług związanych z pobytem turystów, wyrobu wina przez producentów będących rolnikami wyrabiającymi mniej niż 100 hektolitrów wina w ciągu roku gospodarczego itd.

– po szczegóły najlepiej będzie sięgnąć do samej ustawy, bo wykluczenia nie są przedmiotem tego wpisu (prawdopodobnie wrzucę osobny wpis o wymienionych wyżej wykluczeniach, które jak się w praktyce okazuje, nawet dla urzędów skarbowych, wcale nie są takie oczywiste).

Dodatkowe definicje działalności znajdziesz też w ordynacji podatkowej i ustawach podatkowych, ale będą one przydatne bardziej do sprawdzenia, czy podlegamy pod zapisy danej ustawy podatkowej, a nie temu, czy to co robimy, jest już w ogóle działalnością.

Krótka interpretacja artykułu drugiego ustawy

  1. „Poszukiwanie, rozpoznawanie i wydobywanie kopalin ze złóż” – nie wymaga interpretacji. Szukasz, badasz, wydobywasz. Nawet na etapie poszukiwań będzie to działalność. Na szczęście najczęściej kopalni nie otwiera początkujący w biznesie Nowak lub Kowalski. Na tym że nieświadomie prowadzimy wydobycie bez prowadzenia działalności raczej urząd nas nie złapie (celowo pomijam sprawy koncesji, pozwoleń, nadzorów itd.). Jeżeli stać cię na kopalnię, to swój przypadek skonsultujesz za 200-300 złotych z doradcą podatkowym lub radcą prawnym. Zostawiamy ten punkt.
  2. „Zarobkowa wytwórcza, budowlana, handlowa, usługowa, zawodowa” – czy jest jakaś jeszcze działalność, która nie zmieściłaby się w tym katalogu? Wykluczone zostały te z drugiego cytatu. Potencjalnie nie zmieści się tutaj kultura, sztuka, działalność charytatywna (typu non-profit), chociaż w praktyce już trzeba byłoby zachować ostrożność. Co jeszcze ważne – zarobkowa nie oznacza zyskowna. Spodziewaliśmy się zysku, ale straciliśmy? Nie ma znaczenia, dla urzędu jest to działanie, które miało być zarobkowe.
  3. Do punktu wyżej dochodzą słowa: „wykonywana w sposób zorganizowany i ciągły”. Teoretycznie dopiero połączenie punktu drugiego z trzecim daje działalność. Pozornie rzecz wydaje się prosta: nie robię czegoś w sposób ciągły, stale, albo nie robię w sposób zorganizowany? – to nie mam działalności. A w praktyce?

Zarobkowa wytwórcza, budowlana, handlowa, usługowa, zawodowa – przykład 1

Wrocław. Znajomy jeszcze z czasów licealnych. Pracuje cały czas na etacie w jednej z korporacji, jest jednym z szefów jakości lokalnych zakładów produkcyjnych.

Także od czasów liceum robi zdjęcia, tworzy z nich obrazy, wystawia się we Wrocławiu i na świecie. Prawdopodobnie z obrazów ma kilka razy więcej niż z zajmowania się jakością.

Od ponad 10 lat, średnio co dwa lata, z dokładnością plus minus pół roku, z jego wrocławskim urzędem skarbowym odbywa się spór o to, czy jest jeszcze artystą, czy to może jednak działalność gospodarcza. Bo zdjęcia to według urzędu prawdopodobnie wytwarzanie. Albo że obrazy to coś, co robi bardziej zawodowo, niż twórczo.

Do tej pory po kilku pismach i wyjaśnieniach urząd sobie odpuszczał i kończył postępowanie. Jak będzie teraz, po reformie i przy szukaniu każdej złotówki na zasilenie budżetu?

Jak bywa z ciągłością i zorganizowaniem – przykład 2

Córka mojego byłego pracodawcy. Historia zaczyna się od popsutego samochodu. To była ta o jedna naprawa za dużo. Zapadła decyzja: to stare sprzedaję, i kupuję nowe. Nowe, czyli używane, ale nowsze, zostało kupione z ogłoszenia, od osoby prywatnej. Zakup jak każdy typowy zakup samochodu, sprawdzony od strony prawnej, podobno bezwypadkowy – sprawdzona dostępna historia, przebadany na „niezależnej” stacji diagnostycznej. Pół Polski przejechał do Wrocławia na własnych kołach, ale już wtedy było wiadomo, że coś jest nie tak. We Wrocławiu na kanał i… okazało się, że auto jest złożone z co najmniej dwóch, że robi cztery ślady i ogólnie nie do ponaciągania, że raczej jest do skasowania niż do jazdy. Sprzedający się „wypiął” na sprawę, stacja stwierdziła że tego badanie nie obejmowało. Co było robić, nie było innego pomysłu, jak tylko sprzedać go szybko w opcji „na części”. Klient znalazł się po tygodniu.

Dwa tygodnie później za przelane pieniądze zostało kupione drugie „nowe” auto. Może nie żeby było w aż tak złym stanie jak poprzednie, ale historia się powtórzyła. Znowu zakup okazał się być bardziej złomem niż autem. Kolejna sprzedaż. I w końcu udany zakup. Razem wszystkie operacje odbyły się w mniej niż trzy miesiące.

Miesiąc później urząd skarbowy wszczął czynności, ponieważ według ich oceny, prowadzona była niezgłoszona działalność gospodarcza polegająca na obrocie pojazdami. Trzy zakupy w trzy miesiące wystarczyły, żeby urząd twierdził że jest to coś zorganizowanego i ciągłego.

Większa wpadka, historia usłyszana na szkoleniu dla księgowych – przykład 3

Wyżej opisałem dwa przypadki, w których działalności faktycznie raczej byśmy nie podejrzewali, chociaż urząd miał inne zdanie.

Teraz przykład skrajny z drugiej strony. O tym że ludzie wpadają na nieznajomości prawa, wiemy wszyscy. Że to może być trudna sytuacja – też się zgodzę. Czasem jednak są to tak przesadzone działania, bezsensowne kombinowanie i tłumaczenie się, że aż warte opisania. W tym przykładzie pewna pani sprzedaje przez konto na portalu aukcyjnym. Nie ma sklepu, nie ma założonej działalności. Coś musiało się stać, nie wiem, może przesadziła ze skalą i jakiś uczynny sąsiad złożył w urzędzie donos? Może nie wystawiła komuś żądanego paragonu lub faktury i ktoś poskarżył się w urzędzie? W jakiś sposób urząd skarbowy dotarł do źródła. I wszczął kontrolę.

Nie pomogło tłumaczenie się sprzedażą na małą skalę, ani sprzedażą własnych rzeczy. Nie pomogło tłumaczenie się, że jeżeli byłaby to działalność z opłaconym ZUSem, to wszystko zupełnie by się przestało opłacać.

Urząd ławo uzyskał z od administratora aukcji zestawienie wszystkich transakcji. Według opowiadającego nam tę historię urzędnika, po policzeniu wszystkiego tak, jakby to była działalność, nawet po uwzględnieniu średniego kosztów zakupu towaru (wstępnie i trochę z ciekawości sprawdzano czy jest to aż tak nieopłacalne, więc sprawdzono źródła towarów i koszt ich nabycia; w obliczeniu nie wzięto pod uwagę tylko składek ZUS, bo nie były one zapłacone) podatek za dwa lata, liczony według skali, bez odsetek, sam tylko podatek dochodowy wyniósłby… 250 000 złotych.

Na tym obliczeniu się nie skończyło. Nieujawnione przychody to nie 18 i nie 32% podatku, a 75%. Do tego doszło niezgłoszenie działalności, nieprowadzenie księgowości, brak kasy fiskalnej, brak rozliczeń podatku VAT itd.

Zapłacić doradcy, zapłacić księgowemu, pomyśleć o kosztach, wydatkach, reklamie. Byłoby może 200 tys. podatku zamiast 250. Wciąż niezły dochód po opodatkowaniu. I spokojny sen.

Podsumowując

Zgłaszać czy jeszcze nie zgłaszać?

Jeżeli masz wątpliwości, jeżeli właśnie coś zaczynasz robić, a wprost nie znajdziesz swoich działań w wyłączeniach (drugi cytat), to najczęściej oznacza, że zgłaszać. Ty masz wątpliwości, więc urząd lub ZUS może mieć podobne.

A w praktyce, jeżeli jest to sytuacja nietypowa (zwykle jest, każda sytuacja jest trochę inna) i naprawdę nie wiesz, czy to co robisz to jeszcze planowanie, sprawdzanie rynku i przygotowywanie do uruchomienia działalności, czy może już świadczenie usługi lub „działalność zawodowa” – zapytaj księgowego lub doradcę podatkowego, może poproś o opinię na piśmie. To może 300 do 400 złotych, które potencjalnie mogą kiedyś uratować cały posiadany majątek.

Jeszcze jedna praktyczna rada na koniec:
Odradzam ci działanie w szarej strefie. Pomijając grożące grzywny, kary i szansę zaistnienia na całe lata w rejestrze osób skazanych (za przestępstwa z kodeksu karnoskarbowego), stres cię zje. Nigdy nie będziesz wiedzieć komu sprzedajesz. A jeżeli to będzie ktoś, kto pracuje w skarbówce? Nie będziesz też mógł się reklamować ani spokojnie działać online. Urzędy od lat obserwują ogłoszenia prasowe, aukcje, grupy biznesowe sprzedażowe np. na Fb. Ile lat ciągłego tak wytrzymasz? A jeżeli twoja niezgłoszona działalność okaże się strzałem w dziesiątkę, jak ją wtedy zalegalizujesz? Co wtedy odpowiesz, kiedy urząd zapyta o wcześniejsze lata?

Jeżeli policzyłeś przychody, koszty, ZUS i twój pomysł na biznes się nie zamyka, pójście w szarą (czarną) strefę nie jest dobrym kierunkiem. Lepiej dla ciebie i twojej rodziny będzie nie zaczynać biznesu, który nie skleja się finansowo nawet na etapie planowania.

Zamiast tego możesz zjawić się na jednym z moich otwartych spotkań, przemyśleć ze mną swój pomysł, skalę, może zmienić model biznesu i zmodyfikować wszystko tak, żeby kwestia ZUSu i podatków przestała być problemem.

Szczegóły dotyczące najbliższych spotkań znajdziesz tutaj na stronie, w newsletterze i w grupie na FB. Nie zapomnij polubić!

Nie, to nie reklama, tylko przyjacielska rada kogoś, kto chce ci pomóc.


 

* Cytowane art 2 i 3 ustawy z 2 lipca 2004 r. o swobodzie działalności gospodarczej, Dz.U. 2004 Nr 173 poz. 1807, tekst ujednolicony w wersji na 20 października 2017, Internetowy System Aktów Prawnych Sejmu RP.

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *