O RODO – usłyszane w kuluarach część 1

O RODO w kuluarach

Pierwszy wpis z serii.

Miejsce akcji

Duża konferencja o ochronie danych osobowych w Łodzi. Przerwa kawowo-ciastkowa. Jeden okrągły stolik.

Osoby

Dwóch popisujących się prawników z warszawskich (zakładam, że to przypadek) kancelarii. Osoby przysłuchujące się, w tym ja.

SCENA I
podsumowująca rozmowę, cytat

Więc tak, wchodzimy do klienta, mamy gotowce. W pierwszym dniu kawka z prezesem, pogadamy sobie, żeby go trochę postraszyć. W drugim opierd…amy dokumentację według wzorów, wiesz, polityki, upoważnienia, wyznaczenie ABI. I średnio kasujemy od 6 kawałków w górę.

Kurtyna


Uwagi

  1. Gotowce nie działają. Gotowce może trochę działały, zanim pojawiło się RODO. Teraz to zupełnie nie ten kierunek. Jeżeli to czytasz i zastanawiasz się, czy warto coś takiego kupić, podpowiadam: nie warto.
  2. ABI za kilka dni przestaje istnieć. Panowie „znani prawnicy ze znanych warszawskich kancelarii” wykonywali usługę, ale o samym rozporządzeniu i zmianach nie mieli pojęcia.
  3. RODO to w końcu i nareszcie nie dokumentacja, którą trzeba przygotować, wdrożyć i schować w szufladę, a dostosowanie firmy do RODO to nie jednorazowa akcja, tylko proces.
  4. Od wejścia w życie RODO prawnicy (w mojej ocenie) powinni być ewentualnie jednym z ogniw wdrożenia. Dużo ważniejsze będą osoby posiadające kompetencje w faktycznym, fizycznym, informatycznym, technicznym zabezpieczeniu danych.
  5. Podejście w stylu „straszenie klienta”, a do tego chwalenie się brakiem kompetencji, rzucanie kosmicznych kwot – gdybym miał kilka lat mniej, podsumowałbym to tak:

<facepalm>

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *